Choć Lech Poznań wciąż walczy o mistrzostwo Polski i szansę gry w eliminacjach Ligi Mistrzów, w klubie trwają intensywne rozmowy dotyczące przyszłości poszczególnych zawodników. Według doniesień medialnych, Timothy Ouma, kenijski pomocnik, najprawdopodobniej latem opuści stolicę Wielkopolski.
Ouma trafił do Poznania w 2022 roku z estońskiej Florii Tallinn. Mimo że w barwach Kolejorza nie zawsze grał w pierwszym składzie, jego potencjał został dostrzeżony przez skautów zagranicznych klubów. Szczególnie aktywne w kontekście 19-latka pozostaje Slavia Praga, która obserwuje go od kilku miesięcy. Czeski klub widzi w nim następcę dla swoich kluczowych graczy w środku pola.
Według informacji, które pojawiły się w czeskich mediach, Slavia złożyła już wstępną ofertę, jednak Lech uznał ją za zbyt niską. Działacze z Pragi nie rezygnują i planują powrót do negocjacji po zakończeniu sezonu. Dla Lecha Ouma to nie tylko piłkarz z perspektywami, ale też inwestycja – klub liczy na zarobek zbliżony do 2-3 milionów euro. Wychowanek Mathare United ma kontrakt z Lechem ważny jeszcze przez dwa lata, co daje poznaniakom silną pozycję negocjacyjną.
Eksperci zwracają uwagę, że Ouma to typ zawodnika, który świetnie odnajduje się w szybkiej grze na skrzydle lub jako ofensywny pomocnik. Jego dynamika i drybling mogą być kluczowe w lidze czeskiej, która stawia na techniczny futbol. W obecnym sezonie Ouma wystąpił w 22 meczach Lecha, zdobywając 3 gole i notując 2 asysty. Jego odejście będzie oznaczało konieczność znalezienia przez trenera Mariusza Rumaka nowego ogniwa w ofensywie.
Sytuacja Oumy przypomina historię innych młodych talentów z Afryki, którzy trafiali do Europy przez kluby z niższych lig. Przykładem może być choćby Victor Osimhen, który z Nigerii przez belgijskie Charleroi trafił do Lille, a stamtąd do Napoli. Dla Kenii Ouma jest jednym z największych talentów od czasów Michaela Olungii – napastnika AIK Sztokholm. Jeśli transfer do Slavii dojdzie do skutku, Ouma będzie pierwszym kenijskim piłkarzem w historii czeskiej ekstraklasy.
Foto: images.pexels.com






















Leave a Reply