Wizja superszybkiego internetu mobilnego a rzeczywistość
Od kilku lat operatorzy telekomunikacyjni obiecują nam rewolucję w postaci sieci 5G, która ma przynieść niewyobrażalne prędkości i niemal zerowe opóźnienia. W praktyce jednak, dla większości użytkowników, różnica między zaawansowanym 4G a podstawowym 5G jest ledwo zauważalna. Gdzie podziały się obietnice gigabitowych prędkości i technologii, która zmieni świat?
Bariery częstotliwości i zasięgu
Klucz do najszybszych wariantów 5G leży w wykorzystaniu wysokich pasm częstotliwości, głównie w okolicach 26 GHz (tzw. mmWave – fale milimetrowe). To one teoretycznie pozwalają na osiągnięcie prędkości liczonych w gigabitach na sekundę. Problem polega na ich fizycznych właściwościach.
- Bardzo krótki zasięg: Sygnał w tych pasmach jest niezwykle podatny na przeszkody. Ściana budynku, szyba, a nawet liście drzew mogą go skutecznie zablokować.
- Wymaga gęstej infrastruktury: Aby zapewnić ciągłość zasięgu, konieczne byłoby instalowanie nadajników co kilkadziesiąt metrów, np. na latarniach czy słupach, co jest niezwykle kosztowne.
- Ograniczona penetracja do wnętrz: W praktyce technologia ta działa niemal wyłącznie na otwartej przestrzeni w bezpośredniej widoczności nadajnika.
Wysokie pasma 5G to technologia dla stadionów, lotnisk czy placów miejskich, a nie do powszechnego użytku w domach i biurach.
Gotowość rynku i urządzeń końcowych
Nawet gdyby operatorzy pokryli miasta gęstą siecią mmWave, kolejnym problemem jest gotowość samych użytkowników. Aby w pełni korzystać z takich prędkości, potrzebne są nie tylko odpowiednie smartfony, ale także inne urządzenia i usługi, które są w stanie te możliwości wykorzystać.
Obecnie niewiele aplikacji mobilnych wymaga tak ekstremalnej przepustowości. Pobranie filmu w jakości 4K zajmuje kilkadziesiąt sekund nawet na dobrym 4G. Prawdziwe zapotrzebowanie na gigabitowe łącza pojawiłoby się dopiero przy masowym wdrożeniu rozszerzonej rzeczywistości (AR), wirtualnej rzeczywistości (VR) w jakości 8K czy profesjonalnych usług w chmurze, które dziś są niszowe.
Koszty vs. korzyści dla operatorów
Dla operatorów telekomunikacyjnych inwestycja w najszybsze 5G jest dziś mało opłacalna. Koszty budowy gęstej sieci są astronomiczne, a popyt ze strony przeciętnych konsumentów – niewielki. Priorytetem stało się więc rozwijanie sieci w niższych, bardziej stabilnych pasmach (np. 700 MHz, 3,5 GHz), które oferują lepszy zasięg i pokrycie, choć niższe maksymalne prędkości.
To podejście, zwane „5G dla wszystkich”, ma sens ekonomiczny. Zapewnia lepszy internet na obszarach podmiejskich i wiejskich, zmniejsza przeciążenie sieci w centrach miast i stanowi fundament dla przyszłych usług IoT (Internetu Rzeczy).
Przyszłość: ewolucja, a nie rewolucja
Eksperci wskazują, że prawdziwy skok w prędkościach mobilnych nadejdzie wraz z kolejnymi generacjami technologii, takimi jak 5G-Advanced i 6G. Będą one lepiej integrować różne pasma częstotliwości, wykorzystywać sztuczną inteligencję do zarządzania siecią i oferować bardziej zaawansowane usługi.
Do tego czasu, dla większości z nas, 5G pozostanie przede wszystkim ulepszeniem stabilności i pojemności sieci, a nie magicznym przełącznikiem do gigabitowych prędkości. Rozwój infrastruktury, podobnie jak w przypadku poprzednich generacji, będzie procesem stopniowym, rozłożonym na lata.
Foto: cdn-sw.spidersweb.pl





















Leave a Reply