Era pancerników: zamknięty rozdział czy nowa szansa?
Od momentu, gdy USS Missouri, ostatni amerykański pancernik, został wycofany ze służby w 1992 roku, powszechnie uważano, że era tych potężnych okrętów liniowych dobiegła końca. Ich miejsce zajęły lotniskowce, niszczyciele rakietowe i okręty podwodne – jednostki szybsze, bardziej wszechstronne i lepiej dostosowane do współczesnych zagrożeń. Jednak, jak się okazuje, koncepcja ciężko opancerzonego i silnie uzbrojonego okrętu nawodnego może przeżywać niespodziewany renesans w kręgach planistów wojskowych.
Fort Drum: betonowy pancernik, który stał się legendą
Historia pokazuje, że idea niezatapialnej, silnie uzbrojonej platformy bojowej ma swoje korzenie. Doskonałym przykładem jest Fort Drum, niezwykła konstrukcja z czasów II wojny światowej. Nie był to klasyczny okręt, lecz betonowa forteca morska, nazywana często „betonowym pancernikiem”. Zbudowany na skalistej wysepce w Zatoce Manilskiej na Filipinach, Fort Drum był praktycznie nie do zniszczenia konwencjonalnymi środkami. Jego grube, betonowe ściany wytrzymywały bezpośrednie trafienia bomb i pocisków, a potężna artyleria czyniła z niego prawdziwą twierdzę.
Fort Drum udowodnił, że koncepcja wysoce odpornej, statycznej platformy ogniowej ma swoje militarne uzasadnienie. Jego historia inspiruje współczesnych strategów do poszukiwania rozwiązań, które łączą siłę ognia z niezwykłą wytrzymałością.
Nowa wizja: co oznacza „nowy typ Trump” w kontekście marynarki wojennej?
Informacje sugerujące zainteresowanie administracji związanej z Donaldem Trumpem powrotem do idei pancerników budzą wiele pytań. Nie chodzi zapewne o wskrzeszenie dosłownie klasycznych kolosów z czasów II wojny światowej, takich jak Iowa czy Yamato. Współczesna interpretacja tej koncepcji najprawdopodobniej dotyczy zupełnie nowej klasy okrętów.
Eksperci spekulują, że „nowy typ” mógłby oznaczać:
- Zautomatyzowane platformy ogniowe: Duże, ciężko opancerzone jednostki, zdalnie sterowane lub autonomiczne, przeznaczone do ostrzału celów lądowych.
- Okręty wsparcia ogniowego: Jednostki wyposażone w nowoczesne systemy artyleryjskie, takie jak działa kolejowe (railgun) lub działa laserowe, wymagające potężnych źródeł energii i solidnej konstrukcji.
- Pływające magazyny uzbrojenia i centra dowodzenia: Odporne na ataki platformy, które mogłyby operować blisko linii frontu, zapewniając logistykę i wsparcie dla mniejszych, bardziej zwrotnych okrętów.
Dlaczego teraz? Geopolityczny kontekst potencjalnego powrotu
Decyzja o rozważeniu takiej koncepcji nie bierze się z próby sentymentalnego powrotu do przeszłości. Jest odpowiedzią na zmieniające się realia strategiczne. W dobie zaawansowanych systemów antydostępowych (A2/AD), które mogą zagrażać lotniskowcom, oraz w obliczu konfliktów, gdzie potrzebny jest długotrwały, precyzyjny ostrzał lądu z morza, ciężko uzbrojony i odporny okręt zyskuje nowe znaczenie.
Takie jednostki, będąc trudnym celem do zniszczenia, mogłyby „przetrwać” w strefie walki, zapewniając ciągłość ognia i obecność. Ich rozwój wymagałby jednak ogromnych nakładów finansowych i technologicznych, zwłaszcza w zakresie nowych materiałów pancernych, systemów napędowych i uzbrojenia energetycznego.
Przyszłość na horyzoncie
Czy więc pancerniki wrócą na morza świata? Raczej nie w swojej historycznej formie. Możemy jednak być świadkami narodzin zupełnie nowej kategorii okrętów bojowych, które czerpią inspirację z filozofii stojącej za starymi pancernikami: maksymalna siła ognia połączona z maksymalną możliwą przeżywalnością. Tajemnica „nowego typu Trump” pozostaje nie do końca rozwikłana, ale jedno jest pewne – debata na temat przyszłości flot wojennych właśnie się otworzyła na nieoczekiwane możliwości.
Foto: www.unsplash.com






















Leave a Reply