Przez lata producenci telefonów komórkowych przekonywali nas, że kluczowym parametrem przy ładowaniu jest moc wyrażana w watach. Im wyższa wartość, tym lepiej – 67 W, 100 W, a nawet 120 W miało gwarantować błyskawiczne uzupełnienie energii. W kampaniach reklamowych często pojawia się obietnica naładowania baterii w kwadrans, co brzmi niezwykle atrakcyjnie. Jednak, jak wielokrotnie podkreślam, praktyka bywa znacznie mniej spektakularna niż marketingowe zapewnienia.
Redakcja CNET postanowiła sprawdzić, które modele smartfonów faktycznie oferują najszybsze ładowanie, przeprowadzając serię testów w kontrolowanych warunkach. Wyniki okazały się zaskakujące, ponieważ nie zawsze najwyższa moc przekładała się na realnie krótszy czas. Wiele zależy bowiem od optymalizacji oprogramowania, temperatury pracy urządzenia oraz zastosowanej technologii ogniw.
Jak testowano smartfony?
Specjaliści z CNET wybrali kilkanaście popularnych modeli z różnych półek cenowych, zarówno z systemem Android, jak i iOS. Każdy telefon był rozładowywany do zera, a następnie podłączany do oryginalnej ładowarki dołączonej do zestawu. Czas mierzono od momentu podłączenia do osiągnięcia 100% naładowania. Dodatkowo rejestrowano postępy po 15, 30 i 60 minutach.
Wyniki pokazały, że niektóre urządzenia z deklarowaną mocą 65-80 W radziły sobie gorzej niż modele z niższym watem, ale lepszym zarządzaniem ciepłem. Przykładowo, jeden z flagowców z ładowaniem 120 W osiągnął pełne naładowanie w 23 minuty, podczas gdy inny model z 65 W potrzebował zaledwie 28 minut. Różnica nie jest więc tak duża, jak sugerowałyby liczby.
Co wpływa na rzeczywistą szybkość?
Eksperci zwracają uwagę, że kluczowe znaczenie ma nie tylko moc, ale także wydajność przetwornicy, grubość przewodów oraz algorytmy chroniące baterię przed przegrzaniem. Wiele smartfonów po osiągnięciu około 80% poziomu naładowania celowo zwalnia tempo, aby wydłużyć żywotność ogniwa. To sprawia, że ostatnie 20% może trwać nawet dłużej niż pierwsze 50%.
Warto również pamiętać, że szybkie ładowanie generuje więcej ciepła, co przy dłuższym użytkowaniu może prowadzić do szybszej degradacji baterii. Producenci coraz częściej stosują technologie takie jak chłodzenie komorami parowymi lub grafenowe radiatory, aby minimalizować ten efekt.
Który smartfon wygrał?
Zwycięzcą testu okazał się model wyposażony w ładowarkę o mocy 100 W, który w pełni naładował baterię w 19 minut. Tuż za nim uplasowały się urządzenia z 80 W i 120 W, różniące się zaledwie kilkoma sekundami. Co ciekawe, iPhone z ładowarką 20 W potrzebował aż 85 minut, co potwierdza, że Apple stawia na bezpieczeństwo i długowieczność ogniw kosztem szybkości.
Podsumowując, test CNET uświadamia, że przy wyborze smartfona nie warto kierować się wyłącznie danymi na pudełku. Liczy się realna wydajność w codziennym użytkowaniu, a ta często odbiega od marketingowych obietnic.
Foto: images.pexels.com






















Leave a Reply