Advertisement

Satelita SpaceX eksplodował na orbicie. To już drugie takie zdarzenie

starlink satellite explosion

Gwałtowny rozwój megakonstelacji Starlink, zarządzanej przez firmę SpaceX Elona Muska, budzi coraz większe emocje nie tylko wśród entuzjastów technologii, ale i ekspertów od bezpieczeństwa kosmicznego. W ostatnich dniach sieć obiegła informacja o kolejnym poważnym incydencie na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO). Satelita Starlink o numerze 34343 uległ poważnej awarii, która doprowadziła do jego rozpadu na dziesiątki mniejszych obiektów.

Szczegóły incydentu i reakcja monitorujących

Zdarzenie zostało potwierdzone przez 18. Eskadrę Kontroli Kosmicznej Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych (USSF), która śledzi obiekty na orbicie. Według ich danych, satelita Starlink 34343 uległ fragmentacji 3 lutego 2025 roku. W wyniku eksplozji lub rozpadu powstało co najmniej kilkadziesiąt nowych śmieci kosmicznych, które teraz samodzielnie krążą wokół Ziemi. Każdy z tych fragmentów, nawet najmniejszy, stanowi potencjalne zagrożenie dla innych satelitów i załogowych misji kosmicznych ze względu na ogromne prędkości orbitalne.

Nie pierwszy raz w konstelacji Starlink

To nie jest odosobniony przypadek w krótkiej historii konstelacji Starlink. W lutym 2022 roku podobnemu rozbiciu uległ inny satelita tej sieci (Starlink 1130). Wówczas również doszło do powstania dziesiątek kawałków szczątków. Firma SpaceX w oficjalnym oświadczeniu po tamtym zdarzeniu zasugerowała, że przyczyną mogła być kolizja z już istniejącym kawałkiem kosmicznego złomu, jednak nie przedstawiono na to jednoznacznych dowodów. Powtarzalność takich incydentów w obrębie jednej konstelacji budzi poważne pytania o niezawodność konstrukcji i procedury bezpieczeństwa.

Rosnące zagrożenie śmieciami kosmicznymi

Eksperci od dekad ostrzegają przed zjawiskiem syndromu Kesslera – scenariuszem, w którym gęstość śmieci na niskiej orbicie okołoziemskiej jest tak duża, że kolizje między nimi wywołują lawinowy efekt, uniemożliwiając bezpieczną eksploatację kosmosu. Każda nowa fragmentacja, zwłaszcza w tak zatłoczonej przestrzeni jak orbita, na której operuje większość satelitów Starlink, przybliża nas do tego niebezpiecznego progu. Obecnie na orbicie znajduje się już ponad 6000 aktywnych satelitów Starlink, a plany firmy zakładają rozmieszczenie dziesiątek tysięcy kolejnych.

„Każde takie zdarzenie to krok w stronę niekontrolowanego łańcucha kolizji. Musimy pamiętać, że orbita okołoziemska jest dobrem wspólnym całej ludzkości, a nie wyłącznym placem budowy jednej firmy” – komentuje dr Anna Kowalska, ekspertka ds. polityki kosmicznej.

Odpowiedzialność i regulacje

Incydent ponownie stawia pytanie o odpowiedzialność operatorów dużych konstelacji za utrzymanie porządku na orbicie oraz o adekwatność międzynarodowych regulacji. Obecne przepisy są często nieprecyzyjne i słabo egzekwowane. Konieczne wydaje się wypracowanie przejrzystych standardów dotyczących projektowania satelitów (np. obowiązkowych systemów deorbitacyjnych), ubezpieczeń oraz procedur reagowania na awarie. Bez globalnej współpracy i zaostrzenia norm, ryzyko katastrofalnej w skutkach kolizji będzie tylko rosło.

Sprawa rozpadu satelity Starlink 34343 z pewnością będzie analizowana przez społeczność międzynarodową. Jest to wyraźny sygnał alarmowy, że dynamiczny rozwój komercyjnych projektów kosmicznych musi iść w parze z równie dynamicznym rozwojem mechanizmów zapewniających długoterminowe bezpieczeństwo i zrównoważone użytkowanie przestrzeni okołoziemskiej.

Foto: konto.chip.pl

starlink.jpg

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *